Rzecz o polskich kryminałach – czyli warto czytać czy nie warto?
Zacznę od tego, że powieści i opowiadania kryminalne towarzyszą mi od dzieciństwa. To wtedy poznałam książki Agathy Christie, Artura C. Doyle’ a, Joanny Chmielewskiej i Joe’go Alexa (czyli Macieja Słomczyńskiego).
Rozkochałam się w nich i do dziś mam słabość do kryminałów retro, a także wszelkich tego typu opowieści, które opierają się na metodzie dedukcji.
Ubolewam, że w powszechnym przekonaniu wciąż pokutuje stereotyp powieści kryminalnej jako jakiegoś gorszego odłamu literatury. A przecież w obszarze każdego rodzaju prozy są książki lepsze i gorsze, rewelacyjne, a nawet wybitne, oraz totalne gnioty i grafomańskie wypociny.
Co jakiś czas spotkam się też ze stwierdzeniem, że jeśli już czytać kryminały, to nie polskie. I zawsze pytam wtedy: dlaczego? Zazwyczaj pada odpowiedź, że polskie są słabe, przereklamowane, gorsze.
Wówczas zadaję kolejne pytanie – o przeczytane tytuły. I często pada tylko jedno nazwisko, na którym ktoś się sparzył. Albo żadnych nazwisk nie ma, tylko kolejne stwierdzenie typu „no, bo wiadomo…”.
A ja właśnie nie wiem i tego nie rozumiem.
Uważam, że współczesna rodzima proza kryminalna ma się bardzo dobrze. Wciąż na rynku wydawniczym pojawiają się nowe nazwiska i tytuły. Nie oznacza to, oczywiście, że każda książka jest wartościowa i każdemu przypadnie do gustu. Ale jest w czym wybierać!
Wszystko zależy od tego, czego czytelnicy szukają w tego typu literaturze. Czy tylko adrenaliny, szaleńczej akcji, krwawych opisów, epatowania wulgarnością? Czy książek, które łączą wątki kryminalne z problematyką społeczną? Głębi psychologicznej postaci czy tylko pobieżnie naszkicowanych kreacji? Poprawnej polszczyzny (która wcale nie musi stronić od dosadności) czy niechlujnego, rynsztokowego stylu?
Przyznam, że autorki i autorzy rodzimych kryminałów spełniają moje zapotrzebowania oraz oczekiwania czytelnicze.
Pewnie, że nie wszyscy, ale jeśli mi się tego typu książka nie spodoba, odkładam ją i sięgam po inną.
Cieszy mnie, że mamy takie „kryminalistki” i takich „kryminalistów” jak: Anna Klejzerowicz autorka, Agnieszka Jeż – pisarka, Marek Stelar, Przemysław Kowalewski, Sławek Gortych, Wojciech Chmielarz, Stefan Górawski – strona autorska…
Jedni są znani na rynku wydawniczym od dawna, inni pokazali się na nim zaledwie kilka lat temu, ale już mogą poszczycić się sukcesami.
W ich prozie cenię błyskotliwy styl i umiejętność łączenia różnych rodzajów prozy oraz przenikanie się wątków kryminalnych z obyczajowymi, psychologicznymi, historycznymi…
Mistrzowski suspens oraz zaskakująca akcja to kolejne atuty. A także umiejętność wplecenia do części książek inteligentnego poczucia humoru i łączenia groteski z refleksyjnością.
Do oddzielnej kategorii zaliczam powieści zwane ostatnio „komediami kryminalnymi”. Nie podoba mi się to określenia z punku widzenia teorii literatury, bo komedia kojarzy się przede wszystkim z dramatem (albo filmem). Sądzę jednak, że wkrótce stanie się ono powszechne.
I na tej niwie wyróżniam Alek Rogoziński oraz Olgę Rudnicką. Część powieści Marka Stelara też znajduje się w tym zbiorze – z serią o Miśku i Szwagrze na czele.
Moja lista jest wciąż otwarta i jestem pewna, że wkrótce się wydłuży…
BEATA IGIELSKA

