„Brzęczenie pszczół” Sofii Segovii urzekło mnie od pierwszych zdań – już w nich widać literacki kunszt i klimat typowy dla realizmu magicznego, który uwielbiam. Nawet nie zauważyłam, kiedy zanurzyłam się w pełen intrygujących tajemnic świat mieszkającej w Meksyku rodziny Moralesów.
Akcja zaczyna się na początku XX wieku, ale dzięki retrospekcjom poznajemy wcześniejsze wydarzenia. Potem śledzimy perypetie bohaterów przez kilka dekad, gdy w tle wybrzmiewają echa obu wojen światowych, a lokalną społeczność dziesiątkuje grypa hiszpanka.
Wydarzenia poznajemy z perspektywy narratora, który z czasem okaże się jedną z kluczowych postaci powieści, więc nie zdradzę, kto to jest.
W centrum uwagi, oprócz zamożnej familii Moralesów, znajduje się Simonopio, chłopiec znaleziony jako niemowlę w górach przez nianię. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ciało dziecka pokrywa kołderka z …brzęczących pszczół. Ten rój będzie towarzyszył bohaterowi latami.
Simonopio staje się chrześniakiem Moralesów i wychowuje się z ich dziećmi, jednak mieszkańcy Linares podchodzą do niego z nieufnością, gdyż chłopiec ma rozszczep wargi. Niektórzy sądzą, że to efekt klątwy albo ręki diabła.
Z takimi zabobonami, ale i większymi problemami będzie musiał mierzyć się Simonopio. Trudne okresy z różnych powodów przeżywać będą także inni bohaterowie, na których swoje piętno odcisną wojny i epidemia. Również codzienność, ciężka praca i kaprysy pogody wpłyną na decyzje kobiet i mężczyzn z Linares.
Śledzenie ich codziennego życia jest fascynujące, gdyż akcja okazuje się nieprzewidywalna, obfituje w mnóstwo niespodzianek, a stworzone przez autorkę postacie wzbudzają wiele emocji.
„Brzęczenie pszczół” to piękna, oryginalna, klimatyczna i wzruszająca opowieść o rodzinnych więzach, o miłości i nienawiści, dobroci i złu tkwiących w ludziach, a także o wielkiej historii, na którą najczęściej nie mają oni wpływu. I o przywiązaniu do ziemi.
Urzekający jest barwny, plastyczny styl, który niesamowicie pobudza wyobraźnie i oddziałuje na wszystkie zmysły odbiorcy – czujemy zapachy kwiatów, owoców, potraw, ale i smród brudu, potu oraz strachu; oglądamy piękne krajobrazy, pomieszczenia, stroje, ale widzimy też umierających ludzi…
Niesamowita jest ta synestezja – nieodłączny element realizmu magicznego, którym przesiąknięta jest powieść.
Czytało mi się „Brzęczenie pszczół” z ogromną przyjemnością. I szczerze mogę stwierdzić, iż była to Uczta Duchowa.
Jeśli lubicie i cenicie prozę Gabriela Marqueza i Isabelle Allende, to i ta książka przypadnie Wam do gustu.
BEATA IGIELSKA

