„Nie wszystko na sprzedaż” to książka napisana nierówno, dlatego przyznam, że mam kłopot z jej oceną.
Na pewno nie można odmówić Beacie Tyszkiewicz klasy i zgodności treści z tytułem – aktorka nie zdradza tajemnic swej alkowy, nie zajmuje się plotami i tanią sensacją, o swoich związkach z mężczyznami i rodzinnych relacjach pisze w sposób elegancki, z nutą inteligentnego humoru, z taktem. Szczególnie wyróżniają się na tym tle fragmenty związane z mamą i córkami, refleksje na temat macierzyństwa i wychowywania dzieci.
Cieniem na te plusy kładzie się jednak chaos, gdyż autorka często przeskakuje od jednego wydarzenia do drugiego, a jej rodzinna opowieść nie jest ułożona w porządku chronologicznym.
Pani Tyszkiewicz tłumaczy to tym, że etapy w jej życiu wyznaczały filmy, w których występowała, dla mnie to jednak mało logiczne wytłumaczenie, tym bardziej, że wspomnienia związane z filmowymi rolami także są nieco bałaganiarskie i zdarzają się w nich powtórzenia myśli, czego bardzo nie lubię.
Felerne wydały mi się również zbyt częste nawiązania do tego, że małżeństwo z Andrzejem Wajdą nie było dla niej związkiem z reżyserem, lecz po prostu z mądrym, kochanym człowiekiem, że nigdy nie wpływało na jej karierę itp. – jakby aktorka na siłę, niemal namolnie chciała przekonać czytelnika, że nie korzystała z mężowskiej protekcji i w sferze zawodowej niczego mu nie zawdzięcza.
Opowieści związane z filmami okraszone są wieloma anegdotami i na pewno jest to plus, jednak porównując książkę pani Tyszkiewicz z podobnymi wspomnieniami aktorów, np. Piotra Fronczewskiego, stwierdzić trzeba, że na tym tle autorka wypada blado.
Mnie najbardziej ujęły w jej książce fragmenty dotyczące dzieciństwa i młodości, relacji z matką, która po wojnie samodzielnie wychowywała dzieci i robiła to z godnością osoby pozbawionej majątku, ale nie dumy, mądrości, wrażliwości i szacunku dla tradycji.
Ciekawie opisane są też pierwsze role aktorskie i zagraniczne podróże. Potem robi się mniej interesująco.
Z przyjemnością śledziłam opowieść o dworku, jaki pani Beata kupiła wraz z mężem, Andrzejem Wajdą, a który dziś należy do ich córki, Karoliny. Ujmujące są wspomnienia remontowania, przyjmowania gości, ukochania tego miejsca jako azylu.
Całość czyta się dobrze, ale ogólne wrażenie psuje wspomniany chaos, który bywa irytujący.
Sięgając po tę książkę starałam się oddzielić dawny wizerunek Beaty Tyszkiewicz od obrazu, jaki aktorka wykreowała w ostatnich latach, występując w durnowatych programach telewizyjnych. O tym ostatnim etapie na pewno nie można powiedzieć, że nie wszystko jest na sprzedaż.
BEATA IGIELSKA

