Gruzińska proza jest rzadkością na naszym rynku wydawniczym, więc z wielkim zaciekawieniem sięgnęłam po powieść „Zsyp”. Jej autor, Iwa Pezuaszwili, to twórca urodzony w 1990 roku, pracujący również jako scenarzysta i reżyser.
Akcja rozgrywa się w postsowieckiej Gruzji.
W Tbilisi mieszka rodzina Simonów, którzy uciekli przed wojną na Kaukazie.
Mila pracuje w zakładzie fryzjerskim, jej mąż, Gena, zapija życiowe problemy i rozpamiętuje przeszłość. Ich dorosły syn, Łazarz, szuka swojego miejsca w świecie muzyki, a córka, Zema, pracuje w policji i na co dzień musi zmagać się z wszechobecnym seksizmem ze strony kolegów po fachu. Młoda kobieta marzy o własnym mieszkaniu i zbiera pieniądze na ten cel.
Simonowie czują, że rodzinne więzy już dawno przestały ich łączyć. Po prostu mieszkają w tym samym miejscu i są zmuszeni przebywać ze sobą. Czasem odzywają się jakieś ciepłe wspomnienia, ale w zderzeniu z beznadziejną codziennością potrafią bardziej ranić niż cieszyć.
I matka, i córka wikłają się w związki z mężczyznami, z którymi nie będą mogły zbudować nowej przyszłości. Czasem zadają sobie pytanie: czy warto?
Czytelnik również zastanawia się nad tym, ale odpowiedzi nie zdradzę.
„Zsyp” to bardzo dobra proza, oddziałująca na emocje i wyobraźnię czytelnika. Lektura smutna, bo ukazuje świat bez perspektyw – takim, jakim on jest w postsowieckim kraju przeżartym korupcją, politycznymi układami, przestępczością…
W tym kontekście tytuł nabiera nowego, symbolicznego znaczenia. To nie tylko śmierdzące miejsce w bloku zamieszkiwanym przez bohaterów. To również, a może nawet przede wszystkim, postsowieckie cuchnące dziedzictwo, pozostałości, jakie trudno wyplenić, bo na zmiany potrzeba czasu i warunków, których tu nie ma.
Na uwagę na pewno zasługuje nie tylko treść i problematyka, ale i forma oraz styl i język.
Bardzo rozbudowana jest składnia – jedno zdanie obejmuje nieraz kilka stron, co wymaga od czytelnika skupienia. Szybko jednak wpada się w ten „rytm”, tym bardziej, że całość ubarwiają dynamiczne dialogi.
Nie można przejść obok tej prozy obojętnie. Ona zostaje w pamięci, uwiera, daje do myślenia… Właśnie dlatego warto zmierzyć się z nią.
Polecam wszystkim, którzy szukają w literaturze czegoś więcej niż tylko rozrywki i cenią niebanalne historie opowiedziane w oryginalny sposób.
BEATA IGIELSKA

