Nie wszystkie książki Doroty Masłowskiej przypadły mi do gustu, ale „Magiczną ranę” pochłonęłam jednym tchem.
To zaledwie 160 stron i kilka opowiadań – ale jakich!
Miałam dozować sobie lekturę i czytać po jednym utworze dziennie – wyszło jak zwykle, czyli przeczytałam w jeden wieczór.
O czym jest ta książka?
Trudno opisać ją w kilku czy nawet kilkunastu zdaniach, bo opowiadania zwierają ogromny ładunek emocjonalny, satyryczny i demaskatorski.
Ich bohaterami są ludzie z różnych miejsc i środowisk, w różnym wieku, z odmiennymi marzeniami oraz aspiracjami.
Losy postaci toczą się też w różny sposób i nieraz nie wiadomo do końca, czy zdarzenia faktycznie mają miejsce, czy są tylko odbiciem snów lub myśli.
Trudno m wybrać to jedno, najlepsze opowiadanie. Każde jest ważne i wartościowe na swój sposób.
Intrygujące są zakończenia – zaskakujące, nieraz otwarte, ale niezmiennie dające do myślenia.
Masłowska mistrzowsko operuje językiem, w którym liryczne, spokojne frazy zderzają się z wulgarnością, co daje niesamowity efekt. Nie jest to jednak epatowanie dosadnością i przekleństwami – każdorazowo ma to swoje uzasadnienie.
Kolejny plus „Magicznej rany” to jej demaskatorski, satyryczny charakter – autorka opisuje oraz pokazuje w krzywym zwierciadle polskie piekiełko, wyszydza stereotypy i mity pokutujące w świadomości wielu Polaków, ukazuje pewne wszechobecne, także za granicą, zachowania.
Czyta się tę książkę z dużymi emocjami, ale i z refleksjami nad kondycją współczesnego świata, która – niestety – jest zła i przerażająca.
Polecam wszystkim, którzy szukają w literaturze nie tylko rozrywki.
BEATA IGIELSKA

