KARTKA Z KALENDARZA – 21 lutego

Dziś 76. urodziny HAKANA NESSERA, szwedzkiego prozaika, autora wielu bestsellerowych powieści kryminalnych.

Bardzo lubię i cenię jego kryminały, bo nie opierają się jedynie na intrygach. Pisarz często skupia się na psychologicznych portretach bohaterów, wprowadza wątki obyczajowe, potrafi zręcznie łączyć powagę z poczuciem humoru i ironią. Jest też mistrzem suspensu i zaskakujących zakończeń.

Jego książek nie odkłada się na półkę i przestaje o nich myśleć. Często tkwią w odbiory długo i powracają przy różnych okazjach.

Do najbardziej znanych powieści Nessera należą: cykle o inspektorze Barbarottim i o komisarzu Van VeeterenieŻywi i umarli w Winsford, Oczy Eugena Kallmanna, Półmorderca, Kim Novak nigdy nie wykąpała się w jeziorze Genezaret…

Poniżej co nieco ode mnie na temat książki Żywi i umarli w Winsford.

Przeczytałam ją niemal 10 lat temu, ale wciąż mam w pamięci…

To klimatyczny kryminał, który świetnie czytało mi się, gdy za oknem padał deszcz – atmosfera idealnie współgrała z początkowo nieco senną, powolnie rozwijającą się akcją, ze spowitymi mgłami wrzosowiskami, niczym z powieści sióstr Bronte, zimnem, wiatrem, mżawką i szybko zapadającym zmrokiem…

Powieść zaczyna się niewinnie – do małej angielskiej osady sprowadza się samotna Szwedka. Wynajmuje stary dom na uboczu i spędza w nim większość dni. Towarzyszy jej jedynie wierny pies. Razem spacerują po okolicy i od czasu do czasu zaglądają do miejscowych sklepów i do baru.
Niby nie dzieje się nic szczególnego, ale od początku wyczuwa się jakieś tajemnicze napięcie, które narasta wraz ze wspomnieniami snutymi przez kobietę-narratorkę. To z jej perspektywy poznajemy świat – i ten obecny, i przeszły.

Retrospekcje, których jest tu wiele, powoli odsłaniają prawdę o nieudanym związku, o młodości, pracy, macierzyństwie, marzeniach, ambicjach, rozczarowaniach… I o czymś, co kobieta zrobiła całkiem niedawno (więcej, rzecz jasna, zdradzić nie mogę, bo musiałabym sama sobie ukręcić głowę za spojlerowe przestępstwo

I tu mamy to, co osobiście w prozie Nessera cenię najbardziej – umiejętność łączenia wątków kryminalnych z powieścią obyczajowo-psychologiczną oraz stopniowe, wyważone budowanie napięcia, które niesamowicie udziela się czytelnikowi.
Muszę przyznać, że tak bardzo skupiłam się na losach narratorki, że w pewnym momencie stały się one dla mnie ważniejsze niż wątek przestępczy.

Żywi i umarli w Winsford to na pewno nietypowy kryminał, nie tylko ze względu na dominujące treści obyczajowe i rozbudowane opisy przeżyć wewnętrznych. Nie mamy tu szablonowego śledztwa, właściwie dość szybko dowiadujemy się kto i co zrobił, poznajemy motywy i je analizujemy bez większych trudności.
Co zatem tak bardzo wciąga? Zapewne oczekiwanie, czy sprawca w ogóle zostanie ujęty i – jeśli tak – to w jaki sposób to się stanie?

Ciekawie skonstruowana jest postać narratorki, o której wiemy, że nie jest idealną postacią, ma sporo na sumieniu, ale nie sposób jej nie kibicować. Pod koniec lektury byłam tak podekscytowana, że świat zewnętrzny przestał dla mnie istnieć – byliśmy tylko ja i bohaterowie powieści Nessera.

A samo zakończenie? Mnie w pełni usatysfakcjonowało, zaskoczyło i podziałało jak antyczne katharsis. Czegóż chcieć więcej?

Polecam z czystym sumieniem miłośnikom gatunku, jednak przede wszystkim tym, którzy lubią nie tylko szaleńczo pędzącą akcję. Tutaj rozwija się ona powoli i dojrzewa jak wino – bez pośpiechu, ale nie niemrawo, w sposób zaplanowany, przemyślany, by ostatecznie uraczyć czytelnika zaskakująco wytrawnym i ujmującym smakiem…

BEATA IGIELSKA