Ponadczasowa proza historyczna

Trylogię „Gambit hetmański” czytało mi się szybko, lekko i przyjemnie. Było to moje pierwsze spotkanie z prozą historyczną Roberta Forysia i zrobiło na mnie duże wrażenie. Ponad tysiąc stron połknęłam jednym tchem!

Pierwsze skojarzenie podczas lektury? Oczywiście Trylogia Sienkiewicza, jednak Foryś pisze zupełnie innym językiem, co jest uzasadnione, bo adresuje swą powieść do czytelnika z XXI wieku. Poza tym nie ciąży na nim odpowiedzialność za tworzenie literatury „ku pokrzepianiu serc”, więc może pozwolić sobie na częstszy, grubszy, niejednokrotnie kosmaty dowcip, na rubaszność na granicy dobrego smaku, na błazenadę i szelmostwa.

Akcja aż kipi od intryg, niebezpiecznych i niesamowitych przygód, porwań, zabójstw i pojedynków. Pod tym względem „Gambit hetmański” przypomina prozę niemieckiego duetu Iny Lorentz. Ma jednak tę przewagę, że głównymi bohaterami czyni nie tylko postacie fikcyjne. Hetman Sobieski i jego Marysieńka, król Michał Korybut Wiśniowiecki wraz małżonką i apodyktyczną matką oraz Pacowie i inni przedstawiciele znanych rodów magnackich to równoprawne postacie, które nie stanowią jedynie tła dla wydarzeń, lecz aktywnie w nich uczestniczą.

Ciekawym pomysłem jest uczynienie najbardziej kluczowymi bohaterkami żądnych władzy i bogactwa kobiet. To one – jak na wymownej okładce – przesuwają na szachownicy pionki, którymi są mężczyźni, także ci, którzy wydawać by się mogli najpotężniejszymi i najbardziej decyzyjnymi ludźmi. Jedne niewiasty ograniczają się do knowań i wydawania dyspozycji, inne biorą sprawy w swoje ręce w sensie dosłownym, nie stroniąc od raczenia wrogów trucizną czy skrytobójczym ciosem.

W przeciwieństwie do Trylogii Sienkiewicza, nie mamy tu postaci krystalicznie pozytywnych jak na przykład pan Wołodyjowski czy Skrzetuski. Każdy z bohaterów Forysia ma coś za uszami, jedynie dwie postacie przechodzą wewnętrzną przemianę, która przypomina metamorfozę Kmicica.
W ogóle sporo jest w „Gambicie hetmańskim” odniesień literackich, nie tylko do prozy Sienkiewicza. Wyszukiwanie tych kontekstów to nie lada gratka.

Nie sposób nie wspomnieć też o ponadczasowości trylogii Forysia, który nie zostawia suchej nitki na rządzących. Gdy czyta się o siedemnastowiecznych władcach i ich totumfackich, o posłach, ich zachowaniach oraz decyzjach, jako żywo ma się przed oczyma współczesny nam polityczny rozpierdolnik.
Za tę kwestię autorowi należy się dodatkowy plus!

BEATA IGIELSKA