„Tańcząc w deszczu” to pierwsza książka Fiony Valpy, jaką miałam okazję przeczytać. Połknęłam całość jednym tchem, chociaż nie ukrywam, że wydarzenia z przeszłości zaciekawiły mnie znacznie bardziej niż teraźniejszość.
Akcja rozgrywa się na dwóch planach czasowych.
W 2017 roku Angielka Abi przyjeżdża do Francji z przyjaciółką na kurs jogi i duchowego wyciszenia. Na miejscu okazuje się jednak, że warunki w ośrodku bardzo odbiegają od tych reklamowanych na ulotkach, a przyjaciółka szybko znajduje sobie obiekt westchnień.
Rozczarowana kobieta przypadkowo trafia podczas burzy do pobliskiego gospodarstwa i tam poznaje ich właścicieli. Wkrótce rezygnuje z „oświecenia swojej duszy” na rzecz mieszkania i pracy u nowo poznanych przyjaciół, którzy okazują się sympatycznymi, życzliwymi ludźmi. Dzięki nim Abi poznaje historię Chateau Belleuve. Szczególnie interesuje ją opowieść o młodziutkiej pszczelarce…
W roku 1938 Eliane, córka właścicieli młyna, pomaga rodzicom, pracując w pobliskim zamku jako pomoc kuchenna. Przy okazji uprawia zioła i inne rośliny, bo ma do tego niesamowity dryg. Zna się też na pszczelarstwie, a jej miody słyną w okolicy i są chętnie kupowane na pobliskim targu.
Wybuch wojny krzyżuje plany Eliane i jej ukochanego, Mathieu. Zamiast ślubu jest rozłąka, ale młodzi wierzą, że nie potrwa to długo. Rzeczywistość okazuje się jednak inna, a dziewczyna włącza się w pracę na rzecz miejscowego ruchu oporu. Robi się coraz bardziej niebezpiecznie…
Te dwa wątki przeplatają się, a my stopniowo poznajemy i wojenne losy mieszkańców Chateau Belleuve oraz okolic, i przeszłość Abi, która trafiła do Francji po wypadku samochodowym. O tym ostatnim wiemy niemal od początku, jednak musi minąć sporo czasu, zanim dowiemy się, dlaczego i jak do niego doszło.
Losy dwóch młodych kobiet, Angielki i Francuzki, przeplatają się, tworząc barwną opowieść o bolączkach współczesności i koszmarze niemieckiej okupacji.
Co te dwie bohaterki mają wspólnego?
To odkrywamy stopniowo, zagłębiając się w akcję, która jest pełna nieprzewidywalnych zdarzeń, zwłaszcza w odniesieniu do przeszłości sprzed ponad siedemdziesięciu lat.
Całość czytało mi się szybko, z emocjami i zainteresowaniem, tym bardziej, że autorka wiarygodnie i dbałością o szczegóły przedstawiła wielką historię, na tle której rozgrywają się wydarzenia.
Przyznam, że sięgając po powieść Fiony Valpy, miałam obawy – okładkowy blurb jest napisany bardzo patetycznym stylem, za którym nie przepadam. Na szczęście, okazało się, że powieść łączy lekkość i finezyjność słowa z powagą treści i głębią przekazu.
POLECAM wszystkim, którzy lubią i cenią powieści obyczajowe z historią w tle – napisane rzetelnie, niebanalnie i z dbałością o językową poprawność.
BEATA IGIELSKA

