„Rozrzucone” Liliany Hermetz to wielowątkowa powieść, której akcja rozgrywa się na przestrzeni ponad stu lat. Losy kilku pokoleń jednej rodziny śledzi się z zapartym tchem, od pierwszej do ostatniej strony.
Na plan pierwszy niezmiennie wysuwają się kobiety – silne, zdeterminowane, zmuszone przez wielką historię do uodpornienia się na życiowe problemy. Mamy tu również kobiety pełne smutku, niestabilne emocjonalnie i uchodzące za dziwaczki.
Mężczyźni to najczęściej źródło kłopotów i przyczyny trosk. Nie ma to jednak nic wspólnego z walką płci czy seksizmem.
Poznawanie perypetii bohaterów wymaga skupienia, gdyż akcja nie płynie linearnie – wciąż pojawiają się retrospekcje, ale dzięki temu czytelnik stopniowo odkrywa rodzinne tajemnice i zadawnione konflikty oraz skomplikowane relacje.
„Rozrzucone” to również pełna refleksji i gorzka powieść o emigracji, o tym, jak trudno odnaleźć się w nowym miejscu i utrzymywać kontakty z bliskimi, którzy żyją w innym świecie i innej rzeczywistości (tu mamy do czynienia ze zderzeniem peerelowskiej, siermiężnej, szarej codzienności i wolnej, kolorowej Francji).
Plusem na pewno są też klimat, język i styl – połączenie prostoty z wyrafinowaniem robi ogromne wrażenie i nieco przypomina prozę Julii Fiedorczuk, Martyny Bundy, a nawet Olgi Tokarczuk.
Polecam wszystkim, którzy cenią niebanalne historie opowiedziane w intrygujący sposób.
BEATA IGIELSKA

