Kryminał na lato

•

„Mordercze instynkty” to druga powieść Marcela Mossa, jaką miałam okazję przeczytać. Połknęłam ją wczoraj jednym tchem, podczas upalnego dnia – całość okazała się zaskakująca i dobrze się przy tej lekturze zrelaksowałam, jednak nie wszystko mi się spodobało (ale o tym później).

Akcja wciąga od pierwszych stron. Najpierw poznajemy Kamilę, która zakochuje się w Wojtku. Po ślubie czar jednak pryska – małżonek okazuje się zaborczym maminsynkiem, a teściowa klasyczną toksyczną zołzą. Jakby tego było mało, Kamila zostaje przez nich odizolowana od własnej rodzony za sprawą przeprowadzki. Duży, nowy dom wcale nie okazuje się wymarzonym gniazdkiem, lecz miejscem udręki.

Kolejny wątek to losy Jacka, który po tragicznej śmierci żony pogrąża się w rozpaczy. Wyjściem z dramatycznej sytuacji wydaje się pewien wynalazek, jednak z czasem i on nie przynosi ukojenia. Zaskakuje natomiast dziwną propozycją…

Uwaga czytelników skupia się też na Malwinie, która odnosi sukcesy zawodowe i marzy o karierze. Ma kochającego męża i wydawać by się mogło, że to szczęśliwa kobieta. Do konfliktów z ukochanym dochodzi jednak wówczas, gdy chce on zostać ojcem, a Malwinie rola matki wcale się nie uśmiecha…

Co łączy te trzy opowieści?

By poznać odpowiedź, trzeba nieco uzbroić się w cierpliwość, jednak nawet wówczas, gdy losy postaci się skrzyżują, autor niż zostawia czytelników bez kolejnych niespodzianek. Wręcz przeciwnie! Mnoży je, by w finale bardzo zaskoczyć.

O ile spodobała mi się spiętrzona, misternie utkana intryga kryminalna, to irytowały przerysowane

kreacje bohaterek i bohaterów. Zabrakło mi też w tej powieści psychologicznej głębi oraz opisów przeżyć wewnętrznych. To raczej rodzaj relacji, niestety, czasem łopatologicznej, gdy narrator tłumaczy motywy postępowania postaci.

Marcel Moss poruszył w „Morderczych instynktach” ważne problemy dotyczące przede wszystkim przemocy, zdrady, zemsty, manipulacji – i za to należy się plus. Minusem jest bardzo uproszczony sposób podjęcia tej tematyki.

Całość napisana jest bardzo dobrze pod względem warsztatowym; nie można odmówić pisarzowi pomysłowości i umiejętności tworzenia suspensu, jednak wszystko wydaje się tu ukazane w bardzo dosłowny, skrótowy sposób.

Poza tym wszyscy bohaterowie posługują się takim samym językiem, co jakoś do mnie nie przemawia i też uważam taki zabieg pójściem na łatwiznę.

Czy polecam „Mordercze instynkty”? Tak, ale tylko jako lekturę przy której po prostu się relaksuje, która wciąga jak wir, ale nie wymaga od odbiorcy intelektualnego zaangażowania. Jednak i takie książki są potrzebne i czasem warto przy nich odpocząć.

BEATA IGIELSKA