Wybuchowa mieszanka!

•

„Miłość i zbrodnia” to 8. tom rewelacyjnej Sagi warszawskiej Aleksandra Katarzyna Maludy. Kolejny raz autorka podbiła moje serce zmyślnym połączeniem wątków obyczajowych, historycznych i miłosnych. A także ponadczasowością – bo chociaż akcja rozgrywa się sto lat temu, wiele ukazanych problemów nie straciło nic ze swojej aktualności…

Jest rok 1926. W stolicy dochodzi do słynnego przewrotu majowego, ale nie tylko polityczne wydarzenia zajmują bohaterów powieści.

Znana z poprzedniego tomu Odetta Demelówna, artystka, kobieta nowoczesna i niezależna, oddaje się nowej pasji, jaką jest prowadzenie auta, a nawet branie udziału w wyścigach. Nie oznacza to jednak, że nie ma ona żadnych problemów, gdyż wciąż leczy duszę po tragicznej śmierci ukochanego Maksa Szeptyckiego. Jednocześnie poznaje nieśmiałego Mieczysława Żarskiego, notariusza, który pada ofiarą włamania i – jak się szybko okazuje – narażony jest na znacznie poważniejsze niebezpieczeństwa. Co takiego znajduje się w jego kancelarii, że ktoś koniecznie chce to zdobyć?

Między Odettą i Mieczysławem rodzi się uczucie, chociaż początkowo oboje nie zdają sobie z tego sprawy. Ten fakt nie umyka jednak wścibskiej i nadopiekuńczej matce Szeptyckiego, która uważa Odettę za kobietę niemoralną i zepsutą (bo któż to widział, żeby paradować do stolicy w „niestosownych” strojach i oddawać się tak skandalicznym wyczynom jak automobilowe rajdy!).

Gdy dołączymy do tego wątki szpiegowskie oraz tajemnicze powiązania ze światkiem przestępczym, które próbuje rozgryźć warszawska policja, mamy wybuchową mieszankę! Nie jest to jednak żaden fabularny misz masz, lecz starannie przemyślana i zaplanowana przez autorkę akcja, która obfituje w niespodzianki, ale także na zmianę wzrusza, bawi i pobudza do refleksji.

Aleksandra Katarzyna Maludy kolejny raz udowodniła, że jest mistrzynią w kreowaniu postaci – każda z nich to majstersztyk, nawet jeśli pojawia się tylko epizodycznie (jak chociażby szyjąca jedwabne majtasy Andzia Świergotówna, smalący do niej cholewki Geniuś Kania czy barwna menażeria z półświatka, na czele z Czarną Mańką i różnymi cwaniaczkami). Ten obraz społecznego marginesu jest niezwykle barwnie opisany, a niejedna krótka charakterystyka zapiera dech w piersiach trafnością i poczuciem humoru.

Tego ostatniego pisarka nie skąpi i płynnie łączy inteligentny, przedni dowcip z powagą, gdyż sytuacja w Warszawie i w całym kraju wcale nie nastraja do śmiechu. Kolejny raz mamy okazję obserwować społeczne i polityczne zmiany, małe i duże wojenki oraz ich skutki. A także reakcje na to tzw. zwykłych, szarych ludzi.

Mimo iż autorka przedstawia tło historyczne w sposób szczegółowy, ani przez chwilę nie nudzi czytelnika, gdyż robi to z właściwą sobie wprawą, rzetelnością i w sposób ciekawy. Idealnie też łączy literacką fikcję z faktami.

Kolejna zaleta to liczne konteksty, a co za tym idzie i smaczki, które bardzo lubię i cenię w prozie Katarzyny Maludy. Nawet miłośnicy poezji znajdą tu coś dla siebie, bo w tle pojawiają się wielkie nazwiska (m.in. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska).

Czasem pisarka bawi się z czytelnikiem, tworząc takie postacie jak Adam Tajrak z Puszczy Białowieskiej.

Całość napisana jest barwnie, gawędziarskim stylem, który łączy różne sposoby narracji – od literackiej opowieści po pełne warszawskiej gwary dialogi. Można upajać się tą różnorodną, ale niezmiennie poprawną polszczyzną.

Barwny jest nie tylko język, ale świat, w którym – podobnie jak w poprzednich tomach – odnajdziemy klimatyczne opisy stolicy i jej charakterystycznych miejsc, a także (a jakże!) różnych potraw i napojów. Niemal fizycznie wyczuwa się smaki i zapachy, a kubki smakowe szaleją. Przy okazji można poznać sposoby na przyrządzenie dań, chociażby cymesu.

A słowo CYMES – w odniesieniu do książki nabiera, oczywiście, przenośnego znaczenia!

POLECAM Z CZYSTYM SUMIENIEM 📖 (i już czekam niecierpliwie na kolejny tom) .

BEATA IGIELSKA