Nieśmiertelna klasyka kryminału

•

„Wydrążona iglica” to licząca niemal 300 stron opowieść o kolejnych przygodach najsłynniejszego włamywacza wszech czasów.

Arsene Lupin, jak zwykle, myli tropy, zaskakuje intrygami, ale trafia też na godnego przeciwnika.

W pałacu hrabiego de Gesvres dochodzi do włamania i znacznie gorszego przestępstwa. Początkowo wydaje się, że ujęcie sprawców to tylko kwestia czasu, gdyż jeden z nich został zraniony podczas ucieczki. Ale to byłoby zbyt proste!

Sprawę tradycyjnie bada nadisnpektor Ganimard, któremu Lupin niejednokrotnie wymykał się z rąk. Tym razem śledczy ma bardzo inteligentnego i spostrzegawczego pomocnika, którym okazuje się licealista Izydor. Jego pomysły zaskakują nawet Lupina.

Jakby tego było mało, do akcji wkracza także słynący z dedukcji Herlock Sholmes (to nie pomyłka – tak nazywa się bohater). W takim towarzystwie zdarzyć może się wszystko.

I dzieje się wiele. W pełnej zwrotów akcji odnajdziemy także wątki miłosne, a jedna z tajemnic przeniesie nas nawet do odległych czasów królowej Marii Antoniny. Nic więcej nie zdradzę, by nie popsuć czytelnikom lektury.

Całość napisana jest lekko, ale z dbałością o styl i język. Jak w innych powieściach i opowiadaniach Maurice’a Leblanca, tak i tu odnajdziemy elementy humorystyczne, a komizm nieraz łączy się z dramatycznymi wydarzeniami.

Plusem na pewno są też wyraziste postacie. Autor przywiązuje wagę do ich kreacji, szczegółów i perypetii. Co ważne, nie każdy okazuje się tym, za kogo bierzemy go na początku, ale o tym cicho sza!

Czytało mi się „Wydrążoną iglicę” z ogromną przyjemnością, nie tylko dlatego, że jestem fanką przygód włamywacza-dżentelmena.

Polecam z czystym sumieniem.

BEATA IGIELSKA