„Gołębiarki” Alice Hoffman to licząca niemal 600 stron, pięknie opowiedziana, nastrojowa i magiczna historia czterech różnych kobiet, które los zaprowadził do twierdzy Masada.
Życie bohaterek poznajemy z ich punktu widzenia, śledząc jednocześnie perypetie ich bliskich oraz wrogów. Liczne retrospekcje uzupełniają informacje o przeszłości kobiet, która jest równie trudna i bolesna jak teraźniejszość.
Mimo iż początkowo wydaje się, że bohaterki są bardzo różne, okazuje się, że wiele je łączy (niektóre z nich los zetknął ze sobą w odległej przeszłości, ale na wyjaśnienie tych powiązań musimy sporo poczekać).
Kobiety przeżywają podobne troski, smutki, lęki i radości, a po oblężeniu twierdzy dzielą także tragiczny los skazanych na klęskę mieszkańców.
Wewnętrzne dylematy i fizyczność bohaterek mają ponadczasowy charakter – współczesne kobiety bardzo podobnie doznają miłości, przyjaźni, zazdrości, nienawiści; podobnie przeżywają macierzyństwo… Nie ma w naszej rzeczywistości miejsca na magię, którą przesiąknięta jest fabuła „Gołębiarek”, ale znajdujemy przecież także oparcie w religii, różnych rytuałach, przyzwyczajeniach, czasami w zabobonach i na pewno w nadziei.
Opowieści czterech bohaterek zrobiły na mnie duże wrażenie, ale żeby nie było tak słodko, dołożę do tego miodu malutką łyżeczkę dziegciu – uważam, że relacje kobiet są zbyt podobne, niemal identyczne, pod względem stylu i nastroju. Postacie mówią takim samym językiem, któremu nie można odmówić piękna i oryginalności obrazowania, jednak w tej kwestii wolałabym różnorodność.
Polecam szczerze!
BEATA IGIELSKA

