Historia pewnej rodziny

„Bóg lasów” Liz Moore to powieść łącząca cechy kryminału, prozy obyczajowej i psychologicznej.

Niemal 500 stron pochłonęłam całość jednym tchem i z dużymi emocjami. Mimo iż skończyłam czytać kilka dni temu, treść wciąż we mnie „siedzi”.

Akcja zaczyna się latem 1975 roku w górach Adirondack. Rankiem okazuje się, że zaginęła trzynastoletnia uczestniczka obozu dla dzieci. Od razu zaczyna się robić gorąco wśród personelu, bo Barbara to córka właścicieli ośrodka, którzy są nie tylko bogatymi, ale i ustosunkowanymi ludźmi.

Jakby tego było mało, kiedyś dokładnie w tym samym miejscu zaginął braciszek dziewczyny, co od razu wydaje się podejrzanym zbiegiem okoliczności.

Na bieżąco obserwujemy poszukiwania i śledztwo prowadzone przez policję. Przy okazji poznajemy różne szczegóły dotyczące rodziny zaginionej dziewczynki, jej opiekunów, koleżanek oraz śledczych.

Dzięki licznym retrospekcjom akcja przenosi nas w przeszłość, a to pozwala lepiej poznać bohaterów i motywy ich działania. Cały czas jednak pojawiają się sekrety, niedomówienia i wątpliwości, które zagęszczają atmosferę.

„Bóg lasów” to nie tylko opowieść o zaginionej nastolatce. To także dramatyczna historia pewnej rodziny, której istnienie opiera się na kłamstwach. Część z nich ma dobre intencje, ale w praktyce teoria wcale się nie sprawdza.

Ciekawie autorka ukazała również problem odpowiedzialności za swoje czyny, manipulacji, życiowych i psychologicznych uzależnień. Właśnie portrety postaci są mocną stroną powieści, bo okazują się kreacjami niejednoznacznymi, intrygującymi, wzbudzającymi wiele emocji.

Zaskakujące i dające do myślenia jest zakończenie – i to kolejny duży plus, bo nie jest to rozwiązanie typowe dla prozy kryminalnej.

Całość napisana jest barwnie, dynamicznie, z dbałością o literacki styl

Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Liz Moore, ale na pewno nie ostatnie.

POLECAM SZCZERZE !!!

BEATA IGIELSKA