„Czarna wdowa” Marka Stelara to drugi tom cyklu, którego głównym bohaterem Heinrich Vogel, mężczyzna po czterdziestce o skomplikowanej i bolesnej przeszłości.
Ta kolejna część jego perypetii okazała się równie interesująca jak pierwsza, a może nawet bardziej, bo autor ciekawie opisał Łużyce, a to miejsce, które bardzo lubię odwiedzać. Tam właśnie udaje się Vogel, by po latach spotkać się ze swoją rodziną i poznać wreszcie korzenie, zwłaszcza okryte tajemnicą i niedopowiedzeniami losy zmarłej matki.
Akcja rozgrywa się współcześnie, ale dzięki licznym retrospekcjom cofamy się w czasie. To okazja do ukazania przeszłości rodziny Heinricha, ale także kultury i historii Łużyczan. Widać, że Stelar wie, o czym pisze – nie jest to wiedza na poziomie wikipediii, z czym coraz częściej spotykamy się w rodzimej literaturze. W tym przypadku dostajemy wiele rzetelnych, a jednocześnie przystępnie ukazanych ciekawostek, z pewną legendą na czele. Wiadomo, że nie jest to powieść historyczna, ale i tak pisarzowi udało się zadbać o szczegóły i ukazać tradycje łużyckie w sposób, który sprawia, że chce się zgłębiać temat, a najlepiej odwiedzić opisywane miejsca.
Oczywiście, najważniejsza jest tu kryminalna intryga, która jest niesamowicie spiętrzona i znowu ma związek z rodziną bohatera.
Wraz z nim odkrywamy kolejne pokłady zagadki, ale też błądzimy, bo wciąż pojawiają się nowe tropy, postacie i sekrety.
Zakończenie bardzo mnie zaskoczyło – i za to właśnie tak lubię prozę Stelara!
Całość napisana jest dynamicznie, barwnie, z dbałością o polszczyznę, więc czyta się szybko i z emocjami.
POLECAM SZCZERZE i już spoglądam łakomie na trzeci tom…
BEATA IGIELSKA

