„Kątnik” to zwieńczenie trylogii Marka Stelara. Podobnie jak poprzednie tomy, tę część połknęłam jednym tchem i z dużymi emocjami.
Tym razem na plan pierwszy wysuwa się najczarniejszych charakter cyklu, czyli Misza. To wyzuty z uczuć, wyjątkowo bezwzględny, ale i inteligentny przestępca, który od początku prześladuje głównego bohatera, Heinricha Vogla.
O tym, jak skrzyżowały się ich losy, także przed laty, opowiadają dwa pierwsze tomy. Tym razem autor skupił się nie tylko na bieżących wydarzeniach, podczas których Misza prowadzi z Heinrichem i policją podstępną grę. Mamy również okazję dokładnie poznać jego przeszłość, która wcześniej była pełna niedopowiedzeń.
Liczne retrospekcje ukazują losy Miszy od wczesnego dzieciństwa. Śledzimy jego przestępczą drogę oraz karierę w służbach specjalnych. Poznajemy także najbardziej dramatyczne wydarzenia, które ukształtowały jego psychikę.
Autor nie wybiela tego bohatera, nie broni go, jednak stara się pokazać, w jaki sposób przeszłość wpłynęła na to, kim się stał. To przede wszystkim próba zrozumienia, a nie rozgrzeszenie z win.
W tej kwestii kolejny raz Stelar jawi się jako mistrz w tworzeniu psychologicznych portretów postaci. Gdy śledzimy życiową drogę bezwzględnego mordercy, w pewnym momencie zaczynamy zastanawiać się, jaki wpływ miało na niego otoczenie – rodzice, ciotka, rówieśnicy i pracownicy w poprawczaku, a potem „opiekun” z bezpieki…
Oczywiście, ważna jest tu także kryminalna intryga, ale jest ona ściśle powiązana z losami głównych bohaterów, ich decyzjami oraz konsekwencjami wyborów.
Całość napisana jest dynamicznie, barwnie, z dbałością o poprawną polszczyznę – i to cecha całej trylogii.
POLECAM – nie tylko miłośniczkom i miłośnikom kryminałów.
BEATA IGIELSKA

