Felietony, które się nie starzeją!

Ależ to była lektura!
Wysłuchałam „Śmiechu śmiechem” w rewelacyjnej interpretacji Zbigniewa Buczkowskiego, który do czytania felietonów Wiecha nadaje się jak nikt inny (przed oczyma wciąż mam jego filmową kreację cwaniaczka-warszawiaczka z serialu „Dom”).

Teksty zadziwiają celnością spostrzeżeń, satyrycznym charakterem, ironią, poczuciem humoru i oryginalnymi puentami.
Dotyczą one przede wszystkim życia w powojennej stolicy, ukazują jej klimat, mieszkańców, miejsca, zdarzenia i sposoby radzenia sobie z trudną codziennością.
Wiech potrafi żonglować tematami, nieraz z jednego szczegółu buduje całą historię, nieraz stawia na dygresje z zaskakującymi konkluzjami. Mamy tu galerię niezapomnianych postaci, wśród których są przedstawiciele wszystkich środowisk zawodowych i społecznych.
Bywa, że autor zahacza o politykę. Robi to umiejętnie, sprytnie omijając powojenną cenzurę, posługując się dwuznacznością słów i aluzjami.

Mimo upływu wielu lat teksty Stanisława Wiecheckiego wcale się nie zestarzały. Zmieniła się Warszawa, zmieniła się Polska, ale nasze narodowe przywary, przyzwyczajenia pozostały te same. Może tylko ludzie są dziś bardziej zamknięci w sobie, zaganiani, mniej życzliwi…

BEATA IGIELSKA