Czytelnicze rozczarowanie

Dwa lata temu przeczytałam „Hotel na uboczu” Doroty Glicy. Była to udana lektura, więc po jej powieść „Zatruta przyjaźń” sięgnęłam z nadziejami na powtórkę pozytywnych wrażeń. Niestety, rozczarowałam się.

Zaczyna się obiecująco, chociaż intrygująco.

Prolog będący pewną rozmową w szpitalu zapowiada coś groźnego.

I rzeczywiście – robi się groźnie i tajemniczo, gdy przenosimy się do początku lat 90. minionego wieku. Poznajemy Polę, kilkuletnią dziewczynkę, która z ukrycia przygląda się swojej rówieśnicy mieszkającej w zadbanym domu. To Lena, która nosi piękne sukienki i ma rodziców.

Pola mieszka z ubogą babcią w lesie, a jedynym towarzyszem jej zabaw jest pies nazywany Cieniem.

Przyznam, że zaskoczył mnie klimat tej opowieści, bo chatka babci i warunki, w których mieszka ona z wnuczką, bardziej przypominają chatę dawnej wiedźmy niż miejsce sprzed zaledwie trzech dekad.

Pomyślałam jednak, że taką konwencję wybrała autorka – coś na poły realistycznego, a na poły baśniowego.

Niestety, potem stało się to po prostu nużące i zupełnie niewiarygodne, na przykład wówczas, gdy Pola poszła do szkoły.

O ile początkowo jej przyjaźń z Leną wydawała się interesująca, to później szybko zaczęła przypominać egzaltowaną historyjkę, bardzo uproszczoną i po prostu infantylną. Momentami miałam wrażenie, jakbym czytała opowiadanie napisane przez nastolatkę, która naczytała się kryminałów i thrillerów, i nagle postanowiła zostać pisarką.

Nie kupuję takich banialuków – to może ostre określenie, ale najlepiej pasuje mi ono do tego, co dzieje się w drugiej części powieści.

Jeśli autorka zamierzała przerazić i poruszyć swoją opowieścią, to w ogóle się to nie udało. Postacie są bez wyrazu, płaskie i schematyczne, akcja w pewnym momencie staje się do bólu przewidywalna, a zakończenie jeśli wbija w fotel, to tylko kolejnym pójściem na skróty.

Doczytałam do końca i sama sobie się dziwię, że to zrobiłam. Może dlatego, że miałam nadzieję, iż jednak chociaż ostatnie strony przyniosą mi jakąś czytelniczą satysfakcję. Zamiast tego dostałam kolejne rozczarowanie.

NIE POLECAM!

BEATA IGIELSKA